środa, 21 stycznia 2015

13. "I can give you everything you want, but she destroyed everything"

Rozdział zawiera treści przeznaczone dla osób pełnoletnich.
Czytasz na własną odpowiedzialność.
I tak wiem że przeczytacie zboczuchy.


W odpowiedzi tylko pocałowałam go. Uśmiechnął się w moje usta. Przewrócił nas i zawisł nade mną. Całował mnie. Myślałam że najdą mnie wątpliwości, ale byłam pewna tego że chcę z nim to zrobić aż do momentu gdy patrzył na mnie trochę zbyt długo czekając na kolejne potwierdzenie tego że jestem pewna.
-Kocham cię - wyszeptałam objęłam go za szyję i przyciągnęłam do pocałunku. Jego nagie uda zetknęły się z moimi.
-Będę delikatny, nie chcę ci zrobić krzywdy.
-Wiem że nie zrobisz Lou - powiedziałam mu do ucha - Ufam ci jak nikomu - uniosłam biodra a Louis nie czekał długo. Wszedł we mnie bardzo powoli i delikatnie. Przygryzłam wargę i zamknęłam oczy. Wtuliłam twarz w jego szyję.
-Okay?
Gdybym nie miała zamkniętych oczy przewróciłabym nimi.
-Louis, zrób to. Przejmujesz się bardziej ode mnie - zachichotałam. Prychnął ze śmiechem. Poczułam jak wsuwa się dalej oraz ukłucie bólu które stłumiło uczucie rozpychania. Zacieśniłam uścisk na jego szyi.
-B-Bianca - wykrztusił - Dusisz mnie! - poluzowałam mój uścisk. Spojrzał mi w oczy i zaczął całować - Kocham cię. Nie masz pojęcia jak bardzo - wyszeptał w moje wargi zaczynając powolnie ruszać biodrami. Jęknęłam gdy pierwsza fala przyjemności wygrała z bólem rozchodzącym się po moim podbrzuszu.
-Kochaj mnie, nie ważne jak, po prostu mnie kochaj - wysapałam gdy przyśpieszył swoich ruchów. Ta niesamowita przyjemność przyprawiała mnie o zawroty głowy. Wbiłam palce w plecy Lou gdy to wszystko zaczęło się kumulować. Dyszał do mojego ucha a nasze uda się stykały - Louuu! - zajęczałam gdy osiągnęłam szczyt. Louis skończył zaraz po mnie. Opadł na moje ciało ale nie przygniatając mnie. Objął mnie i obrócił nas tak że leżał na plecach a ja na jego torsie. Schowałam twarz w zagłębieniu jego szyi i złożyłam tam malutki całus - Po prostu mnie kochaj - wymamrotałam sennie jedną nogą będąc już w śnie.
-Kocham. Czas na ciebie.

Gdy się rano obudziłam z niezadowoleniem zauważyłam że Louis'a nie ma w łóżku. Ani w domu.
Miło.
Opatulona kołdrą bo tak naprawdę nie chciało mi się przebierać bo to wymagałoby wyjścia nago z łóżka, wybrania ciuchów i ubierania się w tym zimnie, poszłam do kuchni co chwila przydeptując kołdrę przez co się wciąż potykałam. Jednak teraz już rozumiem czemu Tommo nigdy nie włącza ogrzewania. Phoebe.
Spodziewałam się bólu po pierwszym razie ale tak naprawdę prócz miłych wspomnień i zaspokojenia z wczorajszej nocy nie zostało nic, Louis też nie został. Włączyłam wodę na herbatę i z przerażenie zobaczyłam godzinę na zegarze umieszczonym na kuchence. 10:29. Pół godziny temu wystartował nasz samolot. Sięgnęłam po komórkę podpiętą do ładowarki i wybrałam numer Louis'a. Odebrał dopiero po trzecim sygnale.
-Dzień Dobry kochanie - powiedział takim głosem że momentalnie się rozpłynęłam - Jak ci się spało?
-Cześć. Bardzo dobrze się spało tylko chyba przydługo.. - odparłam trochę nerwowo.
-Nie ma sprawy, jestem teraz w pracy, wracam za góra godzina i lecimy następnym. Pomyślałem że dam ci pospać bo zasnęłaś dopiero koło 2, byłabyś niewyspana i zamieniłem bilety.
Oparłam się tyłem o blat z ulgą. Czyli nie zaspałam a on nie poleciał beze mnie.
-Dziękuję - uśmiechnęłam się wbijając wzrok w ścianę.
-Za co?
-Za wszystko.
-Jak się czujesz?
-Świetnie - zalałam wrzątkiem torebeczkę z herbatą i zamieszałam zawartość kubka - A ty?
Zaśmiał się.
-Też dobrze. Przepraszam kochanie, muszę kończyć, okay? Za niedługo będę w domu.
-Dobrze, pa - rozłączyłam się i położyłam BlackBerry obok kubka. Opatuliłam się kołdrą i ruszyłam do sypialni. Drżąc z zimna ubrałam się w czarne legginsy oraz długi i cieplutki biały sweter z dużym czarnym sercem na środku mojego brzucha. Herbata zdążyła już ostygnąć więc upiłam łyk przyjemnie ciepłego napoju i usiadłam na blacie bawiąc się telefonem.
Gdy usłyszałam dzwonek do drzwi odstawiłam kubek i telefon na blat, przeczesując palcami włosy chwyciłam też za zamek i otworzyłam drzwi.
Brunetka mojego wzrostu spojrzała na mnie i uśmiechnęła się. W zgięciu łokcia wisiała jej czarna torba a w drugiej ręce tak samo zgiętej trzymała telefon.
-Ty musisz być Evelyn, prawda? - uśmiechnęła się jeszcze szerzej - Jestem Eleanor Calder - wzięła telefon do drugiej ręki i tą wolną wyciągnęła w moją stronę - Lou mówił ci o mnie, prawda?
Zdziwiona podałam jej rękę. Jest cholernie ładna i cholernie miła.
-Jest Lou? - spojrzała mi przez ramię po czym na moją twarz. Odsunąłem się i przepuściłam ją.
-Jest w pracy - powiedziałam cicho. Przystanęła i odłożyła torbę na podłogę rzucając w to samo miejsce telefon. Całkiem jak Louis, nie szanuje niektórych rzeczy.
-Tak bardzo się cieszę że mogę cię poznać! - ona wydawała się naprawdę taka szczęśliwa widząc mnie - Wszystko w porządku? Masz kwaśną minę.
-Okay - podrapałam się za uchem w nerwowym odruchu.
-Nie wiesz może kiedy wróci? - spytała nawiązując do Louis'a. Gdy ponownie wbiła we mnie spojrzenie mogłam się jej przyjrzeć. Miała długie ciemne włosy, brązowe oczy i przyjazny uśmiech. Czemu jest miła? Chcę ją nienawidzić, ale nie można nienawidzić kogoś kto cieszy się na twój widok.
-Za jakąś godzinę czy coś - wymamrotałam.
-Przepraszam że cię tak nachodzę, po prostu muszę pogadać Lou - posłała mi kolejny szeroki uśmiech.
-Nie ma sprawy. To nie mój dom - wzruszyłam ramionami.
-Jak na razie - mrugnęła z uśmiechem. Zdziwiona po prostu stałam i przypatrywałam się jej. Nie wierzę że naprawdę tak myśli. Drzwi się otworzyły a Louis wszedł z szerokim uśmiechem do domu.
-El - przystanął w drzwiach - Co ty tu..
-Muszę z tobą pogadać - jej uśmiech znikł i zmienił się w poważny wyraz twarzy.
-Coś się stało?
-Tak jakby - przygryzła wargę. Louis złapał ją za przegub i pociągnął do kuchni. Przysiadłam na podłodze w przy drzwiach i zamknęłam je kopniakiem. Nie będę przecież podsłuchiwać. Nie będę.. Nie.. A może? - przesunęłam się bliżej wejścia do kuchni i usadowiłam wygodnie.
-Wyrzucili mnie z domu. A nie mogę już dłużej siedzieć Hazzie na głowie. Nie mam gdzie się podziać. Poszłabym do Niall'a albo Li ale oni mają dziewczyny a co do Zayn'a to już lepiej nie..
-Ja też mam dziewczynę El - odparł trochę zirytowany.
-Lou ja tylko..
-Wiem, przepraszam - wymamrotał. Zamilkli na chwilę - Spytam się jej czy się zgadza. Dobrze?
-Pewnie - dopiero gdy stanął nade mną dotarło do mnie że miał na myśli mnie.
-Emm - nie zgrabnie wstałam z podłogi i podpierając się o Lou otrzepałam legginsy unikając jego wzroku - I jak? - spytałam po czym odchrząknęłam.
-Czy.. - zrobił pauzę jakby dobierał słowa - Czy Eleanor może tu przez jakiś czas pomieszkać? Ma pewne kłopoty z mieszkaniem.
Eleanor. Twoja była dziewczyna. Z tobą i mną pod jednym dachem? Nie ważne jak miła i przyjazna się wydawała. To twoja była dziewczyna do cholery!
Przygryzł wargę co mnie kompletnie rozwaliło.
Zaczęłam się jąkać. Eleanor stanęła za Louis'em i uśmiechnęła się delikatnie.
-Jeżeli to ci przeszkadza Evelyn to naprawdę nie ma sprawy. Nie powinnam była tu przychodzić - wzruszyła delikatnie ramionami, minęła mnie i Lou, wzięła swoją torbę i telefon.
-N-nie - odezwałam się w końcu - Mówiłam, to nie mój dom. Louis decyduje - zrobiłam krok w tył by nie patrzyli tak na mnie. Nienawidzę być w centrum uwagi.
-Bia-Evelyn - zgromiłam go mimo wszystko wzrokiem że chciał odezwać się przy niej moim pierwszym imieniem. Nikt inny nie miał prawa go znać. Na pewno nie ona.
Tak bardzo chciałabym móc jej nienawidzić.
-Jestem z tobą i twoje zdanie jest ważne - odpowiedział i złapał mnie za rękę a mi zrobiło się ciepło na sercu. Nie robiłby ani nie mówiłby takich rzeczy jeżeli nie chciałby pokazać Eleanor że zależy mu na mnie.
-Nie wiem - wzruszyłam ramionami - Nie znamy się z Eleanor - starałam się jak najbardziej wymigać od odpowiedzi. Bo co ja mogę powiedzieć? Że nie chcę żeby zbliżała się do ciebie, Lou? Nie sądzę żeby to wyglądało ładnie.
-To naprawdę.. - Eleanor chciała coś powiedzieć ale jej przerwałam.
-Nie będzie mi to przeszkadzać - powiedziałam uśmiechając się sztucznie. Louis zmarszczył brwi i nie pewnie objął mnie ramieniem. Spojrzałam w górę na jego twarz. Nie wierzył mi. Hah, zabawne.
-A co do naszego wyjazdu.. - zaczął Lou ale i jemu przerwałam.
-Nie wypada zostawić Eleanor samej - chciało mi się płakać przez to że staram się udawać uprzejmą. Tak bardzo siebie nienawidzę teraz bo chcę wyglądać na uprzejmą w oczach Lou.
Tak trudno powstrzymać łzy gdy wszystko się wali przez jedną osobę.

Ich pierwszy raz nie jest jakoś tak specjalnie opisany ale dlatego że nie o seks mi w tym ff chodzi :)
Ale spokojnie, sceny łóżkowe na pewno się jeszcze pojawią xD
xx

Jeżeli szanujesz to że siedzę do 4:30 w nocy i piszę rozdział by pojawił się wcześniej to skomentuj, bo nie zależy mi na niczym innym jak na twojej opinii.


Zapraszam na nowe fanfiction o Zayn'ie :)
Nie mieszkam w pałacu, nie jestem bogata, ale nie oczekuję tego od życia, znam realia. Nie zasłużyłam na to co mnie spotkało. Jednego popołudnia coś straciłam, coś zyskałam. 
Straciłam wolność i swoje zdanie.
Zyskałam tatuaż i właściciela. 
Moje życie tak jak i setki innych dziewcząt, zależy od niego, od okrutnego i pozbawionego serca Zayn'a Malik'a
Ostrzeżenie
(Jest ono dłuższe i treściwsze pod prologiem)
Fanfiction nie będzie podobne do innych moich blogów.
Będą liczne sceny znęcania się, brutalnego seksu, przemocy oraz pojawią się wulgaryzmy.

8 komentarzy:

  1. Niesamowite! Ja pierdolę, co ta El odpierdala! Mam nadzieję, że ona nic nie odwali! xD nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału! ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Hajo!
    Zostałaś nominowana do Liebster Blogger Award!
    Więcej informacji na: http://hs-fanfiction.blogspot.com/2015/01/liebster-blogger-award.html

    NX

    OdpowiedzUsuń
  3. Huh, mam nadzieję że El nie zniszczy tego co jest między Louisem i Biancą
    Super rozdział i czekam na nexttt

    OdpowiedzUsuń